wtorek, 23 marca 2010

sen

Natura mnie wyposażyła w pewien rodzaj wyobraźni, który tworzy specyficzne marzenia senne.
Łączą w sobie i symbolikę i piękno. Czasami miewam tzw sen o końcu świata. Chciałbym o dziwo pominąć psychoanalityczny wątek tej sprawy a skupić się jej na zewnętrznych walorach. Otóż tym razem historia dzieje się gdzieś czyli nigdzie czyli w miejscu będącym swobodnym skupiskiem dat i miejsc życia. Istnieje w nim jakaś społeczność, która posiada jakiś poziom cywilizacyjny. W dzisiejszej odsłonie zostaliśmy bardzo nagle poinformowani o mającym nadejść trzęsieniu ziemi wobec czego moja niezdefiniowana "paczka" ludzi zaczęła się przygotowywać do czegoś w rodzaju ucieczki. Była późna noc (nie dziwne, przecież właśnie jest późna noc). Mieszkanie przypominało moje najdawniejsze mieszkanie życia, było tam kilka osób. Zaczęliśmy swego rodzaju odliczanie po którym każdy miał uciec, być może bardzo daleko (w grę wchodziły opcje dalekich lotów) być może tuż tuż, w zależności kto na co się zdecydował. Start!
Okazało się, że stara altówka z moimi smyczkami jest..."gdzieś" więc z nową altówką w ręku i plecakiem czyli absolutnym minimum przetrwania jako istota humanistyczna biegnę. Jest gwar, pełno ludzi, decyduję się pobiec do miasta na poziomie "- 1". Zresztą taki był komunikat z głośników. Biegnę dalej w poszukiwaniu kryjówki, nawet wołam kogoś ze swoich, żeby za mną pobiegł. Nikt mnie nie słyszy, każdy ma swój plan na ciuciubabkę z kataklizmem. Udałem się do wielkiej podziemnej hali na podobieństwo Zionu z Matrixa jednak infrastrukturę jego, w miejsce futurystycznych, urzekających swoją surowością elementów, stanowią komunistyczne 4-piętrowe bloki. Otwieram piwnicę jednego z nich tam niedaleko od siebie kładę mój dobytek, spuściznę (altówkę i plecak, że przypomnę) i wtedy się zaczyna..
Półmrok, dźwięki dochodzące z góry są niezbyt wyraźne, czekam..
Pojawia się drżenie ziemi, jest co raz większe, obserwuję halę, wygląda jak mające się zaraz zawalić podziemne węglowe ogromne wyrobisko. Pojawia się też myśl, że może ta hala wytrzyma. Wtedy pojawia się dźwięk nieuchronnego.... Właśnie, Dźwięk Nieuchronnego..
Gdybym był kompozytorem to pewnie na wzór biednego Tartiniego siadałbym właśnie do profesjonalnego komputera, otworzył jakiego ProToolsa i szukał tego dźwięku. Z racji iż kompozytorem jednak nie jestem postaram się ten dźwięk naszkicować "łopatą".
Były to dwie oktawy E subkontra- E kontra- E wielkie. Dolna partia była lungą, środkowa była ciągiem szybkich 32-jek leggiero. Górna oktawa pojawiała się i znikała, wszystko w obrębie wstrząsającego mezzo piano.. Pomiędzy tym splotem pojawiały się odgłosy odrywania się warstw skalnych, takie głuche i ciche. Nie dlatego, że słabe, ale prawdopodobnie zbliżające się z bardzo dalekiej odległości czy głębokości. Nieuchronne nadchodziło wielkimi krokami..
I tu niestety się wybudziłem, rażony trwogą i powagą sytuacji.
Trwoga ta była bardzo pierwotna co przypomina mi podobny sen sprzed 12 lat gdzie głośniki miłym kobiecym głosem informowały w podobnych okolicznościach: "proszę pozostać w swoich domach, wasze domy będzie mogli opuścić dopiero po waszej śmierci. Rozumiecie? PO WASZEJ ŚMIERCI!!!!"
ale o tym śnie przy innej okazji.

niedziela, 14 marca 2010

Szopenada 2010

Instrumentem Chopina do osiągnięcia sławy był fortepian. Dla niektórych artystów instrumentem do osiągnięcia sławy jest dziś Chopin. Szopenada 2010 trwa w najlepsze, a co z tego pozostanie na dłużej, czas pokaże.